Uwaga!!! Twoja przeglądarka nie obsługuje Flash! Kliknij tutaj!
News

2005.08.20 17:27

Rajd Kaszub


Rajd jak zwykle rozpoczął się dużo wcześniej niż wynika to z oficjalnego harmonogramu. Przede wszystkim zaczęły
się przygotowania logistyczne, kolejne czytania regulaminów, drukowanie książki do notatek nawigacyjnych i
ośmiogodzinna podróż nad bałtyckie morze, gdzie po raz pierwszy w życiu spotkałem mojego kierowcę. Od razu
zrobił bardzo miłe wrażenie. Tego dnia przedyskutowaliśmy kilka spraw i pojechaliśmy wypocząć przed
jutrzejszym zapoznaniem.

Zapoznanie rozpoczęło się od wydawania dokumentów w biurze rajdu. Po ich odebraniu ruszyliśmy na Kartuzy
opisać szutrowe trasy. Na miejscu pierwszego odcinka pierwsze nerwy: zabrakło sędziego, który byłby w stanie
podbić nam wizy wjazdowe. Jak się później okazało sędzia był ukryty w lesie, więc z małym opóźnieniem
ruszyliśmy kompletować opis. Drugim zaskoczeniem były miejscowe szutry. Z równych i pięknych tras miejscami
robiły się trakty żywcem dla terenówek. No i raczej mała dostępność dla kibiców nie wróżyła tłumów na
trasie.

Samo rajdowanie rozpoczęło się oficjalnym startem na Skwerze Kościuszki w Gdyni. Ludzi było ile trzeba,
natomiast słaba organizacja już nie po raz pierwszy dała się we znaki. Otóż pośród panującej na starcie
dezinformacji i fizycznego bałaganu nikt właściwie nie wiedział jak to będzie wyglądało. Od samego dyrektora
w końcu się dowiedzieliśmy, że po przejechaniu mety mamy udać się zorganizowaną grupą pod pomnik Solidarności
w Gdańsku i potem na stadion żużlowy. Mapki zrobione na ksero, na których nic nie było widać, powinniśmy
otrzymać po przejechaniu mety: oczywiście ich nie dostaliśmy! Tak więc dzikim pędem, kto jak umiał pojechał
przez miasto gdzie mu się podobało. My dotarliśmy na stadion szczęśliwie przed wyznaczonym terminem, gdzie
kibiców przyglądających się pracy pana z wózkiem do linii, była ledwie garstka. Sam prolog rozpoczął i
zakończył się niestety ze znacznym opóźnieniem. Zmęczeni i znudzeni późno w nocy wróciliśmy do kwater.

W sobotę czekała na nas właściwa część rajdu. Po kolejnym starcie wybraliśmy się na pierwszy odcinek
specjalny, gdzie jak to w praniu bywa, wyszły wszystkie brudy:P Pomyliliśmy się w opisie poprzedniego dnia i
pierwszy oraz trzeci odcinek pierwszej pętli przyszło nam miejscami jechać na czuja:) A było co jechać, bowiem
szutry to bardzo widowiskowa i wymagająca nawierzchnia. Do tego Kadecik, którego non stop stawiało w zakręty
bokiem mógł się podobać kibicom. Równie bardzo jak momenty, gdy oraliśmy ziemniaczki jakiemuś miłemu
rolnikowi, czy zwiedzaliśmy pobocza, skarpy i pole:)

Tak więc zaczęliśmy od odcinka pierwszego długości 6km prowadzące przez las i miejscami pola. Już na
początku przestrzeliliśmy zakręt i taśmy:) Chwilę później spotkaliśmy rozwalone auto Janika, patrząc na
które o mało co nie zwiedziliśmy rowu:D Na szczęście odcinek szybko się skończył i ruszyliśmy na kolejny.
Tym razem wolny przejazd. Najdłuższy 16 kilometrowy kawałek, na którym przestała działać łączność, a do
tego Omlet brzydko dachował historycznym już chyba fordem. Na szczęście nic poważnego się nikomu nie
stało.

Trzeci oes był dla nas równie dziwny. Najpierw zapatrzywszy się w astrę (czemu te auta mają w sobie taki
magnetyzm;p?) i zaraz po starcie wskoczyliśmy na skarpę by z hukiem z niej zlecieć. Potem trochę
przesadziliśmy i krótki prawy zakręt skończył się dla nas bokiem za drogą. Auto na szczęście i tym razem
się wyzbierało. Z mety odcinka po pętli ruszyliśmy na strefę serwisową, gdzie mechanicy przeglądnęli
podzespoły.

Druga pętla szła nam dobrze, do momentu gdy w wąwozie spotkaliśmy kolejną astrę bez koła! Cofając się o
mało nie rozgniotła nas następna nadjeżdżająca załoga. Wykonaliśmy manewr dywersyjny na skarpę i jadąc
przez łąkę zawiśliśmy dalej:] Popchnęli nas dopiero kibice. W trakcie rajdu jeszcze raz przydarzyła nam
się ciekawa przygoda. Po serii zakrętów i hopce na blokach zoraliśmy bokiem rolnikowi ziemniaki:D Gość
bynajmniej nie wyglądał na zadowolonego;)

Fakt faktem było bardzo widowiskowo i na pewno nie nudno. Szkoda tylko, że trasy usytuowane w trudno
dostępnych rejonach leśnych nie przyciągnęły tak znacznej rzeszy kibiców jak podczas rajdu Krakowskiego.
Również i słaba organizacji, a w szczególności opóźnienia na prologu, starcie, mecie, ogłoszeniu wyników i
otwarciu parku ferme nie były miłe. Do tego kara, która wprawdzie nic nie zmieniła, ale nałożyli nam ją nie
wiadomo skąd, nie była miłym gestem pośród całego tego organizacyjnego chaosu. Jestem pewien, że gdyby nie
te wyśmienite warunki wynikające z usytuowania, rajd nie cieszyłby się (i tak nie wielką) popularnością.
Tak czy siak pomimo kilku niedogodności jestem bardzo zadowolony ze startu tutaj:)


« wstecz


na skróty: news | profil | rajdy | zdjęcia | filmy
Oktawian Sokołowski,rajdy samochodowe,pilot rajdowy,kierowca rajdowy,RSMP,WSMP,RMŚ,RSME,puchar PZM,PZMot,samochód,części,starty,imprezy,kjs,kombinezon,opony,auto,filmy,zdjęcia,media,klipy,kask,motoryzacja,sparco,momo,omp,galeria,rajd,subaru,mitsubishi,impreza,lancer,wyścig,rallycross,akcesoria,Kulig,Kuzaj,Hołowczyc,Loeb,Solberg,Makkinen,Toyota,Peugeot,Citroen,Ford,Opel,magurski,elmot,polski,wawelski,rzeszowski,nikon,warszawski,mazowiecki,festiwalowy,strzeliński,tyski-mera,krakowski,wisły,kaszub,śnieżka,barbórka,auto Newsy Profil Rajdy Zdjęcia Media Linki