Uwaga!!! Twoja przeglądarka nie obsługuje Flash! Kliknij tutaj!
News

2006.10.21 17:10

7. Lausitz Rallye


Tegoroczna edycja Rajdu Lausitz została już tradycyjnie rozegrana w dwóch klasyfikacjach: International - dla kierowców z licencją międzynarodową, oraz National - dla zawodników dysponujących licencją krajową. Pierwsza z nich kandyduje do klasyfikacji RSMP, w drugiej już od trzech lat biorą udział liczni zawodnicy z polskiego Pucharu PZM.

Również i mi udało się wystartować wraz z Pawłem Chudzińskim w Seacie Ibizie Couprze w tym niemieckim rajdzie. Po zeszłorocznym, niedoszłym starcie, w tym roku emocje były jeszcze większe. A wszystko zaczęło się od piątkowego zapoznania.

Po 10 godzinnej drodze dotarliśmy na miejsce rajdu. Rano dopełniliśmy pozostałe formalności, odebraliśmy 140 stronny (!) itinerer i z mglistym pojęciem o niemieckich rajdach ruszyliśmy na zapoznanie. A było się z czym zapoznawać. Pośród sześciu odcinków cztery były całkowicie różne. Do tego połowa z nich miała długość ponad 20km i krętość sprężyny od zegarka! Wszystko zaś po przepięknych, równych, szybkich i nasyconych hopami szutrach niemal w całości wokół czynnej kopalni odkrywkowej. Trasa wprawdzie doskonale oznaczone strzałkami i tablicami informacyjnymi, ale pierwszy przejazd 20km odcinka robiliśmy w 1,5 godziny! Do tego dwa regulaminowe przejazdy każdego odcinka - trochę za mało dla nas na dokładny opis;)

Po zapoznaniu kolejne zaskoczenie: BK-1. Po pierwsze rajdy Niemcy traktują jak zabawę i o żadnym ścisłym badaniu jak u nas tutaj nie ma mowy. Nie wywalają za brak guzika od klaksonu, za brak chlapaczy, czy światła. Tam patrzą tylko na rzeczy naprawdę istotne: klatka bezpieczeństwa, kombinezon, pasy i kask, a swoje wysiłki organizacyjne kierują w stronę przygotowania trasy dla kibiców i zawodników. Po drugie wrażenie robią tu olbrzymie dwu tonowe, stare volva z klatką i tylnymi kanapami! Tam ścigają się takimi, tylnopędnymi furami i robią to naprawdę widowiskowo!

Sobota ranek - serwis w mieście Weiswasser. Potem wjazd na rampę i jedziemy dojazdówką na pierwszy odcinek. Bardzo szybki, 10km szutrowy kawałek drogi wzdłuż rurociągów i wielkiego otworu w ziemi. Jak na początek na rozgrzewkę się nie za bardzo nadaje. Jedziemy zatem spokojnie, aby nie wypaść z rywalizacji już na samym starcie. Jedna hopa, potem kilka zduszonych, szybkie zakręty i jesteśmy na mecie. Lecimy na drugi - pokazowy zorganizowany w formie 4 pętli po terenach lokalnej fabryki. Dojeżdżamy. Niestety odcinek odwołany - "wurce" przed nami zrobiły takie dziury, że stał się nieprzejezdny. W sumie mała strata dla nas - duża dla kibiców.

Na serwisie spawamy tylny amortyzator, który wchodzi do kabiny. Szybka naprawa i przed nami pierwszy z morderczych 20km, szaleńczo krętych odcinków. Już na początku lecimy przez hopę, spadamy i z mojego niskiego miejsca pilota robi się jeszcze niższe;P Wspinam się jak mogę ale nic nie widać:/ Dyktuje na czuja opis sporządzony po jednorazowym przejeździe zapoznawczym. Ale Paweł radzi sobie dobrze. Brniemy przez oes i po 19 minutach wpadamy na mete! Driver ze zmęczenia mokry:) Wracamy na serwis.

Trzecia pętla - dwa odcinki. Pierwszy jechany drugi raz i kolejny 20km. Po hopach zaczynają się problemy ze skrzynią biegów. Biegi wchodzą jak chcą. Do tego przestrzelony zakręt i lądujemy w piachu. Nie możemy się wygrzebać, a ludzi jak na złość brak! Dwa numery za nami zatrzymuje się załoga w żółtym audi. Niemcy krzyczą coś o linie. Nie mamy! Wyskakują, wyjmują swoją i zapinają do nas po czym wyciągają nas z rowu, odpinają i lecimy dalej! Jesteśmy pod takim wrażeniem tego gestu, że prędko się z niego nie otrząśniemy:) Niestety skrzynia coraz bardziej szwankuje. Zostały nam dwa biegi, a sprzęgło zaczyna dymić. Dojeżdżamy do Playstation Super Jump - momentu, gdzie organizator usypał trzy potężne hopy, zeszła się masa kibiców i organizuje zawody w najdłuższym skoku! Przynajmniej i my sobie skoczymy;) Poszliśmy tak, że przy lądowaniu zgubiliśmy tylną szybę:) Ale było warto - było naprawdę widowiskowo! Na metę dojeżdżamy już ledwo ledwo. Czekamy, aż sprzęgło przestanie dymić i na spóźnieniu dojeżdżamy na serwis. Mechanicy naprawiają część biegów, reanimują rajdowkę. Niestety sprzęgło ślizga już strasznie. Kolejne odcinki stoją pod znakiem zapytania. Wlewamy jeszcze litr Coli na tarcze i startujemy. Pięćset metrów i przychodzi czas i na nas. Skrzynia przestaje przenosić napęd na koła. Pozostaje zjechać na bok i czekać na lawete. Koniec marny, bo miała być meta, ale taka złośliwość rzeczy martwych. Zresztą i sam rajd bardzo wymagający i dla załóg i przede wszystkim dla samochodów. Ale ważne kolejne kilometry oesowe, naprawdę wspaniałe przeżycie oraz kolejne cenne doświadczenia:)


« wstecz


na skróty: news | profil | rajdy | zdjęcia | filmy
Oktawian Sokołowski,rajdy samochodowe,pilot rajdowy,kierowca rajdowy,RSMP,WSMP,RMŚ,RSME,puchar PZM,PZMot,samochód,części,starty,imprezy,kjs,kombinezon,opony,auto,filmy,zdjęcia,media,klipy,kask,motoryzacja,sparco,momo,omp,galeria,rajd,subaru,mitsubishi,impreza,lancer,wyścig,rallycross,akcesoria,Kulig,Kuzaj,Hołowczyc,Loeb,Solberg,Makkinen,Toyota,Peugeot,Citroen,Ford,Opel,magurski,elmot,polski,wawelski,rzeszowski,nikon,warszawski,mazowiecki,festiwalowy,strzeliński,tyski-mera,krakowski,wisły,kaszub,śnieżka,barbórka,auto Newsy Profil Rajdy Zdjęcia Media Linki